Dragonfly effect

Nikt tak naprawdę nie wie kiedy to się zaczęło. Życie na Ziemi to wielka niewiadoma. Krąży mnóstwo teorii, jedna mądrzejsza od drugiej. Nie ogarniemy wszystkiego żyjąc na planecie tak krótko nawet gdyby kosmici, którzy nas zasiali i na wzór i podobieństwo swoje wszczepili nam funkcję przyspieszenia do wszczepionej wcześniej inteligencji. Nie odtworzymy prawdziwego powstania…

Warto jednak uświadomić sobie fakt, że zanim pojawiły się pierwsze dinozaury, a wniosek o byt człowieka na ziemskim padole miał szansę pozytywnego rozpatrzenia równie nikłą, co wniosek kredytowy złożony przez bezrobotną szwaczkę z jednym dzieckiem, bez historii kredytowej, na Ziemi żyły już owady.

Owady patrzyły jak wymierają dinozaury i karłowacieją paprocie. Najpierw jako „maszyny” kroczące – później jako te, którym wreszcie wyrosły skrzydła. Ptaki pojawiły się dużo później. Przed pterozaurami, to skrzydlate owady podbijały przestworza. I wszystko zmierzało w dobrym kierunku, gdyby na horyzoncie nie pojawił się człowiek. Często zastanawiam się, właściwie dlaczego Ziemia to sobie zrobiła…

Siedzę na brzegu „stawojeziora” i wpatruję się w łysy punkt ziemi, na którym odpoczywają ważki. Wyglądają jak helikoptery z dziecięcych kreskówek. Jednak ich życie przypomina bardziej diabelskie rozgrywki niż dziecięce bajki. Ustawiam obiektyw w najbardziej prawdopodobne miejsce lądowania…

Unoszące się nad wodą kłęby pyłu to mgła owadów „świeże mięsko” dla wiecznie głodnych ważek. Latające dania główne i przystawki to paliwo najwyższej jakości wyzwalające instynkt i siłę tego drapieżnego smoka. A skuteczność w tej drapieżności staje się właśnie legendą za sprawą „efektu ważki” wykorzystywanego w social mediach.

Husarz
(Anax parthenope)

Ważka poluje niemal bez przerwy a swoją ofiarę zjada w locie. Ma doskonały wzrok. Ten zmysł jest nieproporcjonalnie wielki, osadzony na małej główce w postaci dwóch przerośniętych półkul. To największe oczy na świecie! Półkule podzielone są na 30 tysięcy drobnych oczek, które poza kolorami odbierają ultrafiolet i światło spolaryzowane. Taki wzrok nie przepuści żadnej okazji. Kiedy inni żarłoczni królowie jak lwy czy rekiny polują kilka razy na swoją ofiarę. Ważka atakuje tylko raz. Ważka się nie myli. Mózg ważki potrafi skupiać się na określonym punkcie, zaprzęga oczy do działania jak żaden inny owad. „Widzi” pojedyncze klatki – do 300 osobnych obrazów na sekundę, to jak pokaz slajdów. Szybkość, przystosowanie i gracja z jaką się porusza czyni ze sztuki chwytania, obdzierania ze „skóry” oraz konsumowania mordercze dzieło sztuki. Posiadanie czterech skrzydeł napędzanych przez mięśnie niezależnie, wyzwala dość nietypowy u owadów ruch – zarówno w górę i w dół, w tył czy w przód, z różną częstotliwością, pozwala błyskawicznie przechodzić z trybu zawieszenia nad wodą do gwałtownego przyspieszenia nawet do 50 km na godzinę. Ważka zainspirowała projektantów nowych dronów w USA…

The Dragonfly Effect

The Dragonfly Effect czyli Efekt ważki odnosi się do skuteczności ważki. Efekt ważki to sprawdzone strategie wykorzystania siły mediów społecznościowych do napędzania zmian społecznych. Dzięki nim, na przykład Barak Obama wygrał wybory, a Ebay, Starbucks, Kiva, Nike czy Facebook rozwijają wciąż skrzydła zdobywając nowych klientów. Zwykły szary człowiek stosując strategię czterech skrzydeł, może przy odrobinie szczęścia zwiększyć swoje zyski. Wykorzystując The Dragonfly Effect pewna grupa znajomych zapoczątkowała poszukiwania w sieci szpiku kostnego dla przyjaciela. W taki sposób zgromadzono miliony na badania nad rakiem…

Ciekawostką jest również fakt, że niektóre ważki odlatują jak ptaki do ciepłych krajów. Podobno do podróży wykorzystują siłę wiatru wiejącego z różnym natężeniem na różnych wysokościach. Niektóre muszą wzlecieć nawet na 6 tysięcy metrów aby złapać wiatr w żagle. Nikt jeszcze nie wie jak to robią, i w jaki sposób są w stanie przetrwać drastyczne warunki takiej podróży. Pewnego słonecznego dnia rodzą się w Himalajach, przelatują tysiące kilometrów nad oceanami, przekazują swój materiał genetyczny kolejnemu pokoleniu w Afryce po to, by zabłyszczeć mozaiką egzotycznych kolorów w letnie leniwe przedpołudnie nad Stawem Trzcinowym w małej wiosce koło Wrocławia…

Rulik – podróżujące grzyby

Podróżujące grzyby

DSCN6965
RSCN7194

Rulik groniasty (Lycogala epidendrum (J.C. Buxb. ex L.) Fr.)

(Materiały z Projektu Sieniawka-skrawek natury)

Rulik należący do śluzowców to zaskakujący organizm. Naukowcy w zasadzie do tej pory nie wiedzą do jakiego królestwa je przyporządkować. Te grzyby potrafią się poruszać.

It’s Alive!

W Sieniawce znalazłam je na mokradłach w tzw. „Żabim oczku” lub jak kto woli na „Bobrowsku”. Ich maleńkie, nadmuchane pomarańczowe bańki wyrastały z leżących w dole spróchniałych konarów. Pełno tu różnych dziwacznych grzybów, więc zostawiłam je „na później”. Dopiero w trakcie sprawdzania nazwy łacińskiej zaczęły mi się otwierać różne artykuły o „chodzących grzybach” (?). Okazało się, że Rulik do nich również należy.
Martwe zwłoki drzew generują w sobie więcej życia niż żywy drzewostan, bez starych martwych pni i gałęzi dno lasu będzie jałowe. Rulik żyje dzięki takim gnijącym, korowym koktajlom a swoją formę rozciąga wkraczając na terytorium zwierząt. Może to już cud, a może norma, którą naukowcy przegapili sztywno dzieląc grzyby i zwierzęta na osobne królestwa…

Jak ono to robi?

Zarodniki rulika przy kiełkowaniu zamieniają się w coś podobnego do poruszających się pełzaków, które przemieszczają się w górę i w dół po spróchniałych pniach drzew. Takie wędrówki nie są bezsensownymi spacerkami. Celem rulikowego pełzaka jest pożeranie nadarzających się okazji w postaci bakterii, glonów czy innych grzybów. Wchłania je swoim ciałkiem i trawi. Tak nabiera sił i „szuka” innego przedstawiciela swojego rodu. Bezwładna masa pełzająca nie rozwija zawrotnych prędkości najwyżej kilka centymetrów w ciągu paru dni, jednak sam fakt poruszania się „grzyba” jest magiczny. Co się stanie kiedy rulik spotka na swojej drodze innego przedstawiciela swojego rodu?

Kiedy go wreszcie znajdzie takie spotkanie uwieńczone zostanie połączeniem tych dwóch istot – zlania się ze sobą aby w ten sposób przejść do kolejnego stadium zwanego śluźnią. Wtedy powstaje wielojądrowa komórka. Śluźnie zajmują kilkucentymetrową powierzchnię kwadratową, choć zdarzają się przypadki mierzące nawet 1,5 m długości.

Śluźnia rulika

Śluźnia to dziwne stadium, kiedy „poczuje”, że przychodzi czas rozmnażania przestaje jeść, „oczyszcza się” z resztek pożywienia, opuszcza swoje bezpieczne miejsce, wdrapuje się na szczyt spróchniałej kłody i formuje pomarańczowe lub czerwone zarodnie. Kulkowa forma galaretowatej masy rulika staje się znów typowym grzybem. Anglicy nazywają go wilczym mleczkiem „wolf milk slime mold”, ponieważ przy dotknięciu wylewa się z niego czerwona maź. Być może lepki płyn, kojarzył się angielskim przyrodnikom z krwią. Kto to wie… Tymczasem zagadkowy rulik wypełniony jest śluźnią. Dwa istotne etapy w jego życiu to właśnie śluźnia i zarodnia. Gdy staje się dojrzałą zarodnią pomarańczowe kulki ubierają się w brązowo szary kolor. Następnie szaraki pękają uwalniając zarodniki. Zarodniki przenoszone przez wiatr, deszcz lub zwierzęta trafiają na dogodny grunt i kiełkują udając zwyczajnego grzyba do momentu kiedy kiełek nie zamieni się w pełzaka. Wtedy historia zaczyna się na nowo… Na początku śluzowce zaliczano do królestwa roślin, później do grzybów obecnie są pierwotniakami ale czy to już koniec ich klasyfikacyjnej drogi?

Dziką naturę w tej okolicy już dawno docenili wrocławscy naukowcy opisując walory przyrodnicze Ślężańskiego Parku Krajobrazowego, oraz obiektów wchodzących w skład projektu „Natura 2000” w tym m.in. właśnie Sieniawki czy „Wzgórza Niemczańskie”. Skarby przyrodnicze występujące w pobliżu Sieniawki objęto kiedyś ochroną w formie tzw. „użytków ekologicznych”. Kilka małych obszarów takich jak „Kukułcza Łąka” , „Turzycowa łąka” i „Żabie oczko” czyli opisywane przeze mnie jako „Magiczne bagno” (z rulikiem).

Użytki ekologiczne to (w skrócie) dzikie, małe tereny –  ostoje przyrody ze specyficznymi warunkami klimatu; kępkami traw na łąkach, rzadkimi ziołami przy rzece, ptakami i owadami przy stawach czy oczkami wodnymi w dolinkach, z których np. piją wodę zwierzęta. To organizmy mające znaczenia dla zachowania różnorodności ekosystemu jak głosi paragraf 42 . Ustawy o ochronie przyrody. (Może nadać je gmina pomijając żmudne prace nad utworzeniem rezerwatu).  Niestety w roku 2012 po podjęciu „stosownych” uchwał przez  władze Gminy Łagiewniki projekt o użytkach ekologicznych w Sieniawce przestał istnieć… Do dzisiaj nikt nie chce pochylić się nad wyjątkowymi gatunkami wokół Stawu Trzcinowego. Nad stawem nie stoi nawet tablica informująca o występowaniu wpisanych na czerwone listy gatunków ptaków, jak np. błotniak stawowy…