Koziołki

Dzisiaj rano pojechaliśmy „na ptaki”. Niestety ani jeden z rodziny myszołów nie raczył przyfrunąć na swoje stałe miejsca. Był jeden dziwoląg podobny do sowy – ale uciekł. Pomyślałam, że przecież muszą być chociaż sarny. I były. Małe pozbawione duszy stado, objadało się na polu zielono-soczystymi płodami rolnymi z trudem hodowanymi przez rolników z duszą. Koziołek z największymi rogami (pomimo, że i tak nie były zbyt duże) prowadził swoje stado przez jezdnię… Taka bezduszna nagroda, bezdusznych istot za brak obecności drapieżnych ptaków (też bez duszy) dla dwójki ludzi uciekających od miejskiego zaduchu…  rzygających od nadmiaru dusz natchnionych w duchowym uniesieniu w środku wymiętej niedzieli. Koziołek.

 

s15.jpg

s8.jpg

s1.jpg

s12.jpg

Strangi wiosenne

Okolica nie była malownicza. Park, komisariat, przejście dla pieszych i stare kamienice. Przed nimi skrawki świeżo przekopanej ziemi –  ogródek z zardzewiałym płotem, przebiśniegi, bratki. A w ostatnim ogródeczku – niespodzianka.

strange16.jpg

strange15.jpg

Koty są jakieś inne

Może i tak, te które spotykam są wolne. Mieszkają koło parku, przy działkach. Trochę polują, trochę częstują je ludzie. Mają altanki, wersalki, ławki. Wszystkie bitwy stoczone, łupy podzielone. Wylegują się na wypłowiałych sofach, patrzą w przestrzeń udając, że nie istnieję. Słoneczne fale wpadają im do wielkich oczu. Wtedy to się dzieje.

Są też takie, które podbiegają… i zastygają, jakby chciały zagrodzić mi drogę – te pozują do zdjęć… ale nie dłużej niż 2 minuty. Dobrze.

kot1.jpg

kot4.jpg

kot4

kot14.jpg