Spocone grzyby

Krople potu na czole leżąc w przechyleniu. Radio wybucha nijaką muzyką. Dentysta młody, nierozmowny, niewnikający zadaniowiec. Można się rozluźnić jeśli ślina nie wpada centralnie do gardła przechytrzając pielęgniarkę z ssakiem. Po igiełkowym podniebiennym ściegu odurzenia można uwolnić myśli pozwalając na odpływ do innej komnaty. Kuleczki, różyczki, wzierniki kolibrowe szybko znikają z pierwszego planu jak statyści z podrzędnego filmu.

Jestem w lesie. Czuję zapach grzybów. Półkule czaszek pokryte kropelkami. Spocone grzyby wrastają w drzewa. Raczej bezmyślnie.

Na chwilę można przysiąść

Na chwilę można przysiąść. Uruchomić w głowie obrazy. Na moment przestać. Nie za długo bo włączą się myśli a tego znów za dużo. Rozproszą się w niezaplanowaniu. Zniechęcą się czynami w ogólnym przytłoczeniu. Zrobić i mieć spokój, pieprzone medytacje. Lepiej zanieść się płaczem.

Tak dzisiaj ciemno

Tak dzisiaj ciemno. Deszcz ze śniegiem ale już po zakupach. W jednym garnku wywar z przewagą marchewek, w drugim buraki w kwadraty ale bez entuzjazmu. Dzień się nie klei i nie płynie. Wszystko zacina się w zmęczeniu, osłabieniu, zniechęceniu.

Kasjerka śmiała się głośno z „bułek ze śmieciami”.  – Co ty mi tu dajesz? Bułkę ze śmieciami?! Dziwił się jej mąż. Cha cha cha. Moje bułki ze śmieciami zawstydzone wylądowały na dnie torby. Lepiej ich nie jeść – nie są fit. Tylko udają ale tak naprawdę tuczą jak każde inne bułki. Nie chce mi się o tym myśleć. Nie zarażam się śmiechem. Trzeba wracać i zacząć pracę. Od ciemności czarniejsze są gawrony ale nikt nie zwraca na nie uwagi. Takie nikomu niepotrzebne…

Ten dzień miał być ciężki

Ten dzień miał być ciężki. Jeden sms zmienił plan zdarzeń. Dalej wolne. Ciężkość zelżała. Zatem nie z bólem głowy i gonitwą myśli ale leciutko jak ciepłym nożem w masło rozpoczął się kolejny dzień nowego roku. Czasem wystarczy inaczej i już jest lepiej chociaż to, dalej to samo ale jednak…