Trudna sobota

W trudne soboty masowe, w zakupach butów, w spoconych wyborach, w półkowych zgięciach, w niechcący poszturchiwaniach, w nadgarstkach wżynających reklamówek śladów – uciekam w drugą stronę głowy w czarnoniebieskie bezcele lekkości chwilowe. Tam obniżam próg istnienia jak próg bólu w czarnych skrzelach ryb śniących. I mchów od wilgoci spuchniętych – seledynowych gąbek do drzew przyklejonych. Ich zapach a nie smród chloru chcę wdychać prawdziwy.