2 godziny samotności

2 godziny samotności

Piątek. Najpierw dwie papierówki ze straganu na śniadanie ale przed tym fryzjer i udana pogawędka. Później galeria zakupy; nowe szmaty i książki. Moment, przebłysk wolności, słońce na twarzy. Jeszcze jedzenie. Malinówki z Biedronki i chleb ze słonecznikiem. O! tania torba sportowa, mała – biorę. Jeszcze do domu pozabierać inne rzeczy, których nikt mi na bagna  nie przywiezie.

Pierwszy telefon… Muszę wracać. Minęły niespełna 2 godziny?  – „Tak, tak zaraz będę”. 20 minut później, drugi telefon… „- Tak, tak już wracam”. Już nie zdążę do domu. Trzeci telefon… Muszę zabrać dzieci, przeszkadzają. Zabieram. Zrozumiałam, że mogą zostać dłużej…? Przydałaby się jeszcze jedna godzina i wszystko bym już dopięła…

To, że nie karmię przez rurkę odsyła mnie na koniec kolejki.

K***a 14 lat bez 3 godzin.