Festiwal nierobów bożonarodzeniowych

Tak jak co roku w codziennym natłoku padania na twarz przed cudownym czasem oczekiwania (?) na kolejną porcję zarobienia się naśmierć wzbiera we mnie niepohamowane pragnienie przeniesienia się na tamten świat.

Rozumiem ilość samobójstw, wyroków dokonywanych na sobie w tym okresie oraz pobudki nimi kierujące. Nie rozumiem jedynie, dlaczego większość za główny powód uznaje samotność? Nie. To nie samotność ich przytłacza, czy jak się nie słusznie przyjęło wizja samotnie spędzonych świąt.To nadmiar zadań ich zabija.

Jeśli istniałoby miejsce do którego mogłabym się przenieść w tym czasie i przeczekać, już dawno siedziałabym  na torbach.

Cudowny czas oczekiwania rozpoczął się wraz z pierwszymi świątecznymi reklamami. Sylwunia znowu wszystko zaplanuje i zrealizuje wszystkich oczekiwania zgodnie z planem marketingowym na ten rok, dotrzymując warunków i wyznaczonych terminów zaspokoi potrzeby na poziomie umiarkowanym. Zadowoli wszystkich niezadowolonych. Wszyscy ciężko pracują, więc im się należy moment oddechu i słowo otuchy przed narodzinami Pana!

Praca w domu nie wlicza się w PKB, więc uznaje się ją za nieistniejącą. Analogicznie czego nie ma – nie istnieje. Właścicielka królestwa nieistnienia, również nie istnieje. Jest niewidzialna, wszystko co mówi rozmywa się w powietrzu jak bezgłośne „help” z filmu Quentina i tyleż samo znaczy.

Sylwuniu zrób kapustkę chociaż, nie bardzo ta twoja za kwaśna… ale jednak twoja dobra, przyniosę grzybki i rodzynki. Wino dokupisz, ja nie wiem jakie… Nie dzwoń, u nas urwanie głowy…

Sylwia, usmażymy swojego karpia, bo tamten u niej nie da się jeść… no, co zabierzemy ze sobą. Oj, co tam przyszykujemy dzieciaki i jakoś wytrzymamy… Później napijemy się dobrego wina… o właśnie, kup, wiesz które…

Ja nie mogę się nimi zająć, muszę tutaj wszystkiego dopilnować… Coś im fajnego zorganizujesz…

Ja tam nie umiem już nic kupować, stara jestem…

Sylwia lepiej już kup tego karpia, bo patroszą za rogiem, później już zostaną same trupy.

Ale, co sądzisz, tak szczerze… więc, jednak sama musisz…

Co ty, gadasz, jakie lekcje?! Jakie lekcje? Sami niech wreszcie się nauczą, a nie migają się zaburzeniami. Znowu za bardzo się przejmujesz. Kup dobrą kawę, bo ta nasza do dupy jakaś. Ta z IKEI jest najlepsza.

Za dużo pierzesz, później masz za dużo prasowania… nie myślisz.

Jaka zmęczona! Popaprało cię. Od czego?! Ja to mam na głowie cały burdel w pracy. Też sprzątam, też sprzątam… jedziesz ze mną na zakupy? Oni sami się pouczą, ja znowu czegoś zapomnę…

Nie możesz źle się czuć, mamusia ma już na to monopol.

Za dużo tracisz czasu na takie rzeczy, to trzeba systemem, oni powinni już to umieć, Piotrek jest już duży, nie można wszystkiego tłumaczyć… Wystarczy mieć pozytywne podejście… Jakoś sobie przetłumaczyć… i żyć…. Nie, nie dzisiaj nie mogę… już muszę wychodzić…

Idź z nimi na łyżwy, pościgacie się, wyżyją i przestaną dokazywać . Na kręgosłup i nogi – Ibuprom, i na spokojny sen! Sama to wymyśliłaś, poprawia też humor…

Masz, masz kondycję, jeszcze jesteś młoda…dasz radę.

A co to jest naszykować, moment i po robocie, żadna robota… Kup tylko obrus, plamy nie zeszły.

Nowe auto, zamiast się cieszyć, ja nie pojmuję… Ale Kot was zawiezie, ja już jestem na montażu…

Taka ładna pogoda, trzeba gdzieś ich zabrać.

– Więc, zabierz.

Tak, tak wieczorem pojedziemy do Wrocławia, tam już wszystko świeci. Magia świąt!

…barszcz też, taki z jabłkiem, będzie lepszy niż ten stołówkowy. W końcu to święta.

No, popatrz, ona ciągle niezadowolona, od małego, ciągle niezadowolona… ja nie rozumiem.

Kiedyś trzeba wreszcie odpocząć, zaparz Sylwuniu kawę, mi nie wychodzi taka dobra… w kuchni z lewej…

A kto ci kazał zrobić, ja wszystko zrobię… jak wrócę.

Ale Sylwia zna jakieś, zaśpiewaj. Znam jedną dobrą… „Boga nie ma”. Kochanie nie ma chyba takiej kolędy…