Przeskocz do treści
Najnowsze

Dziwne

Że też nie wpadłam wcześniej na to proste słowo. Dziwne – i  oto chodzi

Rozmawiałam wczoraj z Piotrkiem. Potrzebne mi było słowo, tytułowe, takie żeby zamknęło w sobie wszystkie myśli, te – o które mi chodzi.

– O czym ty właściwie tam piszesz? Zapytał.

– O życiu… O tym jak je widzę, o wszystkim co lubię i o tym co zauważam czego inni nie dostrzegają. Mam w tytule LIFE – ale to za wiele, zbyt ogólnie. Muszę zawężać do niszowości.

Piotrek: –  Tak jak ja zawężam do niszowych gier i niszowej muzyki?

– Tak. Ale jednocześnie otwierając się na nowe i wyjątkowe, niezwykłe, obce, inne… Może być nawet z dreszczykiem, jak ta twoja gra…

Piotrek: – Five Nights at Freddy’s

– Właśnie.

Piotrek: – Strange. „LIFE is STRANGE”. Chyba w coś takiego grałem. Dobrze brzmi.

– Tak!  The Doors! „People are strange” i „Strange days”… Yes! Znowu mi pomogłeś. Włącza się synestezja słowa współbrzmią z muzyką i z barwą głosu czasem z kolorem i zapachem… Już zmieniam czołówkę.

Piotrek:-  Mam niezwykły umysł.

– Jak mogłabym zapomnieć…

 

 

 

 

 

Morrissey facet z kwiatkami w dupie

mor16

Mam wrażenie, że Morrissey jest inny

Steven Patrick Morrissey z pewnością jest inny. Obdarzony nieprzeciętnym głosem i czymś – czego w zasadzie nie da się określić – ale to coś przyciąga tłumy wielbicieli.

Wiele lat trwała debata na temat jego orientacji seksualnej. Sam artysta komplikował taką ją wysyłając sprzeczne komunikaty. Nazywał siebie „prorokiem czwartej płci”, „znudzonym zarówno mężczyznami, jak i kobietami”. Lubi prowokować.

Wokalista słynie z ciętego języka i wyrażania swoich poglądów na temat celebrytów i polityków. Od kilkunastu lat jest zdeklarowanym wegetarianinem, aktywnie walczy o prawa zwierząt w międzynarodowej organizacji PETA, która w 2005 roku uhonorowała go specjalną nagrodą, w podziękowaniu za udzielone jej długoletnie wsparcie.

Steven Patrick Morrissey ur. 22 maja 1959 roku w Manchesterze, brytyjski wokalista, lider i autor tekstów zespołu The Smiths.

Zespół odniósł wielki sukces, ale w roku 1987 rozpadł się, a Morrissey rozpoczął karierę solową, w czasie której dziesięciokrotnie trafił do Top Ten UK Singles Chart…

Jego pierwszy solowy album wszedł w 1988 roku na pierwsze miejsce UK Albums Chart. Powszechnie uważany za prekursora muzyki Indie. Magazyn „New Musical Express” uznał Morrisseya za jednego z najbardziej wpływowych artystów w historii…

Morrissey to wirtuoz smutku, przerysowanych gestów, modnych koszul, drażniących zachowań, bezczelnej wyniosłości z głosem, od którego dostaję gęsiej skórki. Na scenie jest królem.

W 2008 roku Rolling Stone umieścił Morrissey’a na liście Stu Najlepszych Wokalistów Wszech Czasów. Ten sam magazyn napisał o nim, że „jego wokal zdefiniował ostatnie 25 lat XX wieku w brytyjskiej muzyce rockowej”.

W 2014 roku media podały wiadomość o jego chorobie. W czasie koncertu we Włoszech Morrissey zasłabł na scenie. Jednak dopiero w wywiadzie z hiszpańską gazetą „EL Mundo” piosenkarz przyznał, że był hospitalizowany w związku z nowotworem. „Cztery razy wycinali mi już tkanki nowotworowe, ale co z tego” – powiedział w swoim stylu Morrissey. „- Jeśli umrę, to umrę. A jeśli nie, to nie. W tej chwili czuję się dobrze…”

Nie znalazłam więcej wzmianek o chorobie Morrisse’a. Znalazłam za to informacje o trasach koncertowych na 2016 rok – co mnie na razie uspokoiło. Czekam na koncert w Polsce. Nie mogę przegapić faceta z kwiatami w dupie.

 

Pogrzebu nie będzie

 

Gdy usłyszałam, że David Bowie nie życzył sobie ceremonii pogrzebowej, poczułam ulgę. To dobre. Zobaczyć miny tych, którzy nie nie mogą w niej uczestniczyć, bo jej po prostu nie ma.

Zamiast medialnej szopki związanej z ceremonią, z której jak widać zdawał sobie sprawę podarował nam na odchodne wyjątkową płytę. Ze swojej choroby, też nie uczynił promocji BlackStar – chociaż to byłoby wielkie marketingowe bum. Odszedł bez zawracania innym głowy.

Mimo wszystko to zaskakujące, stwierdzenie, że pogrzebu nie będzie dla ludzi żyjących w kraju kultu grobów, cmentarzy i pomników. Gdzie raz w tygodniu idzie się na cmentarz z zestawem do polerowania i jak to pisała Chutnik , zawiesza się torebkę na sąsiednim krzyżu by zacząć sprzątać „przy grobie”, później należy położyć wieniec lub ozdoby zgodnie z aktualnym świętem i zapalić znicz w kształcie zatroskanego Jezusa. Ale trzeba uważać, żeby wosk nie nakapał na pomnik, ( bo wtedy jest problem) dlatego lepiej kupić wieczne światełko na bateryjkę, które tli się niemrawo, symbolizujące pamiętanie o najbliższych. I koniecznie trzeba dać na mszę, ale to wiadomo.

Magazynier

Zaskakująco luźne podejście do kwestii pogrzebowego ceremoniału mają Czesi.  W Czechach 80% zmarłych poddawanych jest kremacji a jedynie 20% ma pogrzeb tradycyjny. W większości przypadków pogrzebu po prostu nie ma. Ale to nie wszystko. Po kremacji większość urn nie jest odbieranych przez rodzinę. Nikt też nie robi z tego większego problemu ponieważ, jak twierdzą, wynika to z ich kultury. Artur Zakrzewski przedstawił to w swoim reportażu pt. „Czeski pogrzeb”. Jest tam scena, w której magazynier – chodzi o osobę zajmującą się urnami, raz na jakiś czas pozbywa się nadmiaru puszek z prochami. Wtedy wraz z pracownikami, pakuje je do czarnych worków i wywozi na „cmentarz”. Tam wrzucają je do wielkiej krypty przypominającej składowisko śmieci. „Magazynier” – młody mężczyzna ma dystans do swojej pracy, więc przy „remanencie” naśmiewa się ze śmiesznych nazwisk widniejących na niechcianych puszkach. Jest ubaw.

Szczęśliwe urny

Szczęśliwe urny przy których jednak odprawiono ceremoniał, też nie mają łatwego życia. Lądują na półkach za szybkami tzw. królikarni. A tam, kwadratowe kwaterki w betonowej ścianie. Za szklane drzwiczki jak do miniaturowego akwarium, bliscy wkładają  różne wspominki; wesołe zdjęcia np. dziadek z nalewką przy stole, wujek w objęciach z psem, przedmioty, zabawki, –  a przy nich tli się elektryczna lampka ledowa imitująca świeczkę.

Natomiast urny, które nie dostąpiły ceremoniału Czesi zabierają do domu. Niektóre stoją przy komputerach inne w kredensie między kryształami, jeszcze inne w meblościance z narzuconą policyjną czapką, bo ojciec był policjantem.

To emocjonalny faszyzm,  żałobę trzeba przeżyć! – Piszą internauci.

W „Reportażu z antypodów Mariusza Szczygła widnieje zdjęcie żony znanego czeskiego psychiatry i seksuologa Mirislava Pizaka z urną w domu. Kobieta powiedziała w jednym z wywiadów: „że, jeszcze nie wie, kiedy urnę pochowa. Na razie kupuje mu róże do wazonu i puszcza ulubioną piosenkę. Pokazała gazecie kartkę, na której jej mąż już dwa lata przed śmiercią napisał, że nie życzy sobie żadnej formy pogrzebu. Ujawniła ten zapis, żeby nikt nie posądził jej o to, że żałuje pieniędzy na pogrzeb. Mąż był bardzo znany, przez sześć dni odbierała kondolencje i było to ponad jej siły, więc za decyzję o zaniechaniu pogrzebu jest mu wdzięczna. Gazeta spotkała innego znanego seksuologa o sposób pochówku jaki by sobie życzył i ten także oznajmił, że nie chce żadnego pogrzebu” (mariuszszczygieł.com.pl).

Ludzie od zamierzchłych czasów urządzali pogrzeby, które wyglądały mniej lub bardziej efektownie. Każda kultura odbijała w niej swój własny światopogląd na temat śmierci. Pomagała przejść na drugą stronę. Ale co zrobić z tymi, którzy nie wyrobili sobie żadnego poglądu na temat śmierci, dla nich to po prostu koniec i nie wierzą w drugą stronę. Czy muszą być poddawani masowej nekropolizacji. Czy muszą udawać nawet po śmierci?

A może to wyraz szacunku dla naszego wolnego czasu i dla nas samych. Czasu, który zamiast spędzać na pogrzebie w sztucznej atmosferze przeznaczymy na wspominanie. A jeśli kogoś nie znaliśmy lub nie lubiliśmy – zwolnieni jesteśmy z tej całej szopki i nie musimy bić się z myślami, ani czegokolwiek udawać.

Taka ostatnia przysługa.

 

 

 

Zacząć inaczej

333232_1
Dziewczyna z szafy

Tak, trzeba zacząć coś inaczej. Jest pierwszy dzień 2016 roku. Zaczynam pisać pierwszy post na nowym blogu i pisze mi się całkiem miło. Lubię zaczynać coś nowego ale nie będę katować się postanowieniami noworocznymi w stylu schudnę i zacznę oszczędzać. Bo nie zacznę.

 

Nie będzie moralizatorsko, ani naukowo, ani kretyńsko – no może czasami. Nie będzie politycznie – no chyba, że mnie rzeczywistość przytłoczy. Nie będę wtłaczać swoich racji – chociaż nie raz ręka się zamachnie jak u prezesa i wtedy trzeba się przymknąć – ale to wiadomo.

Będzie miło, wesoło i ciekawie. Głupio gdy przyjdzie głupi. Mądrze gdy przyjdzie mądry. Zdrowo – gdy przyjdzie zdrowy. Trzeźwo… Będzie na bogato – gdy przyjdzie sponsor i smutno gdy będę smutna. Jedno jest pewne i  – nie będzie nudno.

%d blogerów lubi to: