Przyczajony

Przyczajony niczym nie różnił się od reszty. Regularnie rozwalany łeb w potyczkach z przyjaciółmi. Przybywa w porze kawy. To już drugie pokolenie. Skalp jeszcze nie zdjęty ale naruszony. Przemyka ukradkiem pochylony między źdźbłami traw przebierając szybciutko chudymi nóżkami w ciągłej ucieczce przed niewidzialnym wrogiem. Siada na płocie i udaje wystraszonego. Kto wie, może czegoś się boi. Czasami mówi w swoim języku. Nie wiem czy do mnie. Wolę myśleć, że coś opowiada niż się żali. Nie śpiewa ale głośno wrzeszczy. Lustruje ukradkiem dno filiżanki. Przechyla głowę. Przymyka oko rozluźnia zwieracze. Czasami potrafi być cicho ale nie na długo. Jakby chciał wejść do ludzkiego świata i zaraz uciec tak dla beki.

FSCN1897