#travel

Czarnogóra, Kotor

Reklamy

Przez Bośnię…

Przez Bośnię i Hercegowinę podążaliśmy w stronę Czarnogóry. Widok strzelistych i zielonych gór oraz kryjących się na dnie mokradeł, jezior i rzek przywoływały na myśl obrazy dziewiczych krajobrazów rodem z amazońskiej dżungli. Niewątpliwą perłą zasługującą na szczególną uwagę był zatopiony w dziewiczej naturze kanion, z turkusową rzeką Tarą, widoczny tuż przy granicy z „Montenegro” należący do Parku Narodowego Durmitor. Niestety, pogoda na tym odcinku nas nie rozpieszczała. Kilka razy wyszło słońce zza ciemnych chmur, by po chwili siekać bez litości wściekłym deszczem… Ale w naszym samochodzie panowała cisza, bo przez okna wyświetlany był jeden z najlepszych filmów przyrodniczych. Nawet chłopcy, na tylnym siedzeniu, przestali rozrabiać. Widziałam drzewo, na którym siedziały czaple „we mgle” i jastrzębiowate kołujące nad urwiskami. Kruki huśtające się na gałęziach akacji. Zapach drzew i wody w parnym otoczeniu ścian zieleni… Szkoda, że nie można oddać tego wszystkiego na zdjęciach. Zawsze jest za mało czasu na to, co najlepsze… Góry były naprawdę wielkie i tajemnicze, a woda jakby pomalowana turkusową farbką… I to uczucie, jacy jesteśmy malutcy, bezbronni i obcy… Aby przekroczyć granicę potrzebna jest zielona karta. Czarnogóra nie należy do UE, ta różnica uwydatnia się przy przekraczaniu granic. Dla unijnej grupy bramki są bardziej przyjazne… Jednak na drogach panuje tu chaos.

The Grasshopper from Montenegro

Nasza wakacyjna podróż dobiegła końca. W głowie zostały obrazy, które pozwolą przetrwać cały rok. Wiele z nich zostało zapisanych w pamięci mojego aparatu… ale to co najbardziej zachwyca jest mieszanką smaków, dźwięków, zapachów, krajobrazów oraz słońca na twarzy. Na mojej ścieżce neuronowej produkującej wciąż nowe wspomnienia. I właśnie o wspomnienia tu chodzi…

Świerszcz, czy może konik polny (nie wiadomo) zawinął się w ręcznik mojego syna. Przetrwał noc i dał się sfotografować rano. Byliśmy już w Czarnogórze…

Ptaki z Doliny Baryczy

FSCN1154

Gaj raj oliwny

gaj7.jpg

 

gaj6.jpg

gaj5.jpg

gaj10.jpg

gaj13.jpg

 

gaj12.jpggaj1.jpg

DSCN4091.JPG

gaj7.jpg

 

 

 

Księżycowa wyspa

Na Księżycowej wyspie było nam dane spędzić ostatnie dwa tygodnie. Pag – długa chorwacka wyspa ciągnie się wzdłuż wybrzeża Dalmacji, na morzu Adriatyckim. Charakterystyczny wygląd przetartych skał przypomina księżyc. Z Pagiem kojarzyła mi się sól morska – „Solana Pag” sprzedawana niemal w każdej sieciówce. Tutaj się ją otrzymuje.

DSCN4462.JPG

Ale nie samą sola człowiek żyje. Chociaż ta, wytwarzana jest naprawdę zdrowo, ekologicznie (to modniejsze słowo) i bez konserwantów jakby powiedział to Kasza.

W zasadzie jesteśmy tu dla upałów, niebieskiej wody, wina (niektórzy wolą Rakiję lub pieszczotliwie nazywaną przez Janka –  śliwowiczkę), ośmiorniczek, rybek, i świeżej oliwy kupowanej od chorwackiego  chłopa – leczy wszystko oprócz śmierci.

DSCN4099.JPG

Gaj oliwny na LUNie

Przywieźliśmy też nalewkę z fig – ale to już inna historia.

Podróżujemy samochodem. Trasa przez Czechy, Austrię i Słowenię zajmuje nam około 12 godzin. Nasze dzieciaki są przyzwyczajone do długich podróży, więc raczej nie mamy problemów. Zawsze jednak lepiej wyruszyć nocą, by dotrzeć do Chorwacji skoro świt, jeszcze przed upałami – omijając korki przy bramkach i „zawalone” miejsca postojowe. Lepiej nie zatrzymywać się w Austrii; drogo, płatne toalety i w ogóle zeszła na psy (powiedział Janek) ze swoimi wstrętnymi trawnikami przy domach, bezsensownymi światełkami – „Jak cyrk lub wesołe miasteczko – gorzej niż u Olka na Bagnach. Mozart przewraca się w grobie”. Brakuje tylko uśmiechniętych ślimaków z Biedronki, wiatraczków i krasnali ogrodowych.

Na wyspę można dostać się promem lub jak kto woli, okrężną drogą (niby taniej), wydłużając sobie podróż o około 100 km – ale pomijając denerwujące stanie w kolejce na prom.

Wybierając miejsca u gospodarzy, w zatoczkach przy samym morzu można zyskać najwięcej. Taras/balkon wysunięty nad wodę, prywatna plaża, klima, bidet, przestrzeń i wygodne łóżka. Z czym rzadko (oprócz drogich hoteli), spotykam w kraju. O zaletach pieczonej w ichnych piecach pizzy z oliwkami z gajów oliwnych nie wspomnę… Jest też jagnięcina, z której słyną – nie była nam dana.

Płukanka gardeł dzieciaków w codziennych zabawach w w zasolonych wodach Adriatyku procentuje brakiem kaszlu przez najbliższe pół roku.

DSCN1052.JPG

DSCN4213.JPG

DSCN4587