Filmy

Pleszka (Phoenicurus phoenicurus)

 

Reklamy

Błotniak stawowy (Circus aeruginosus), samiec – „gatunek objęty ochroną gatunkową ścisłą. Wymaga ochrony czynnej. Zagraża mu pozbawienie miejsc do gniazdowania i żerowania przez:

  • wykaszanie i wypalanie (likwidacja szuwarów) na stawach i innych zbiornikach wodnych,
  • osuszanie niewielkich mokradeł,
  • regulowanie małych cieków wodnych…” ~ wikipedia.org

Kiedy samica wysiaduje jaja, samiec poluje i dokarmia swoją panią. W zeszłym sezonie dochowali się trójki rozkrzyczanych „pisklaków”. Nauka latania młodych nad stawem (sierpień) wyglądała imponująco. Pani Błotniakowa jest brązowa a samiec kolorowy z ciemnymi zakończeniami skrzydeł, myliłam go z samicą, ponieważ razem z nią budował gniazdo. Jego rozmiary robią wrażenie, zwłaszcza gdy szybuje nad okolicą. Trochę to dziwne, że tak okazały ptak drapieżny z rodziny jastrzębiowatych gniazduje tak nisko „na wodzie” – w trzcinach, gdy jego krewniak myszołów buduje gniazdo na najwyższych drzewach po drugiej stronie drogi…

Zdjęcia z 15.04.2018

Film z 14.04.2018, Staw Trzcinowy

Wczoraj udało mi się wreszcie spokojnie obejrzeć Wszystkie odloty Cheyenne’a. Jakoś wcześniej nie widziałam dokładnie początku i jak to zwykle bywało zawsze oglądałam od tego samego momentu. Błąd. Ponieważ, w tym przypadku każda scena jest ważna.

Film na pierwszy rzut oka dziwny. Zanim się przyzwyczaimy do jego nietuzinkowości ujmie nas szczerość postaci. Prosta historia a wciąga. Nic się nie dzieje ale czekamy. Czujemy, że prosta historia wcale nie będzie taka prosta i słusznie. Cheyenne nie jest przecież łatwy do ogarnięcia.

Osobliwy Cheyenne były rockmanem wyglądem do złudzenia przypominający Roberta Smith’a oprócz specyficznego głosu, spowolnionej artykulacji i zawieszonej w jednej minie twarzy. Żyje według własnych zasad wraz z równie osobliwą żoną. Zrezygnował z kariery muzyka i  wiedzie spokojny  żywot w wielkim domu. W dostatku  i pozornej stabilizacji. Spośród wielu atrakcji ma basenem bez wody, czarnego psa z białą tubą na szyi („tylko żona się nim zajmuje”) i kilkoro oryginalnych znajomych z którymi toczy niebanalne rozmowy, które niewątpliwie są atutem tegoż filmu.

Chociaż  dzień upływa mu na spotkaniach z mniej lub bardziej widocznym sensem i choć rozmowy wydają się lekkie a nawet śmieszne – jego egzystencja emanuje smutkiem. Cheyenne cierpi. Umiarkowanie ale jednak. Dopiero wiadomość o śmierci dawno niewidzianego ojca przestawia historię na inne tory. Nagle spokojne życie zamienia się w zawiłą spiralkę tajemnic, zagadek, niespodzianek wyzwalających drzemiące w Cheyenne psychoanalityczne zdolności.

Podoba mi się spokój. Spokój wypływa z każdego kadru. Zastyganie. Nastrój błogostanu.Ten spokój buduje i odpręża ale nie usypia, ukrywa skutecznie rozpacz pod grubą warstwą makijażu.I pomaga zrozumieć zaskakująco logiczne treści. Zdjęcia przesycone żółcieniami też są wyjątkowe kontrastują z czarnym płaszczem. Mijane pola kukurydzy, autostrada, stacja, długi wydech… Indianin do podwózki… wolno, wolno przesuwające się obrazy, bez zbędnych komentarzy. Jeśli czegoś nie rozumiesz, twój problem. Uwielbiam takie rzeczy. Scena z modelką wystylizowaną na lata siedemdziesiąte w białych kozaczkach kiwająca się w rytm Talking Heads to jeden z wielu wyrafinowanych smaczków tego filmu.

Halloween raczej w niepokojących stanach umysłu. Strach kiełkuje powoli i jeszcze można go przechytrzyć, ale to już ostatni moment. Za chwilę rozrośnie się między neuronami jak cmentarny bluszcz. Easy, easy…

drzewo2.jpg buda23.jpg
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

O Car Seat Headrest przeczytałam w jakiejś gazetce. Zespół wystąpił na najważniejszym (ponoć na świecie) festiwalu showcase’owym (czyli prezentującym nową muzykę nie tylko przed publicznością, ale także przed ważnymi osobami z branży) – teksaskiego South by
Southwest… Niejaki Bob Boilen odkrywa na takich imprezach swoje nowe perełki. Nowe – znaczy inne ale z naciskiem na świeżość.  Można posłuchać –  tu adres do stronki http://www.npr.org/sections/allsongs.

Idąc tym tropem znalazłam opisywany Car Seat Headrest ( Zagłówek Fotela Samochodowego). Nazwa jest konsekwencją nagrywania wokali przez Willa Toledo na tylnym siedzeniu samochodu, bo tam jak twierdzi, czuł się najswobodniej. Po takiej informacji zwykle zapala się u mnie czerwona lampka a raczej instynktowny entuzjazm, że znowu trafiłam na jakichś dziwolągów/moje perełki – a to w muzyce lubię najbardziej. Neurotypowi w tej kwestii zwykle nie mają wiele do zaoferowania. Ale zanim znajdę ich w sieci dowiaduję się jeszcze, że mają już na koncie 12 albumów wydanych na Bandcampie (internetowej platformie, na której promują się artyści bez kontraktu z wytwórnią). W maju wreszcie ukaże się ich debiutancki album – nagrany w studiu, wydany przez wytwórnię i promowany przez dział promocji – jak podkreśla autorka artykułu.

Mam co chciałam. Moment, w którym wokalista spogląda nieobecnym wzrokiem na pająki – bezcenny. Jak cały kawałek, odtworzony głosem znudzonego chłopca, który od niechcenia wydaje z siebie dźwięki od których nie mogę już uciec…

i na żywo

i album…

W spokojny jak nigdy wieczór brzdęknął zepsuty domofon.

– Kto tam?

– Kurier! Kurier już był mówię do Janka patrząc na jego głupawą minę.

Otwieram a tu Kasza.

– Cześć, jest Janek?

– Jest. Wchodź.

– Co robisz Sylwunia?

– Gary myję.

– Ja już swoje umyłem. Z działeczki wracam, kiełbaski i rybki wędziłem. Przyniosłem dla ciebie i bez konserwantów.

– Dziękuję. Przepraszam, że ci wtedy przez domofon powiedzałam s*******aj.

– Nie słyszałem, pijany byłem.

– No masz schowaj, kiełbasa i dorsz wędzony, miałem halibuta ale przyszedł kot i wp*******ł, zjadł znaczy. Teściowa je tak nauczyła. Złażą się i kradną.

– Akurat halibuta.

– Tak, kiełbasy ch*j nie preferował jak widać. Ani się obejrzałem a już łapy oblizywał. Nie miał kto go z procy poczęstować. A może z wrocławskiej przyszedł? (Znajomy ma ksywkę Kot – tam mieszka). Roześmiał się rubasznie.Cha, cha…

– Niemożliwe.

– Tak, niemożliwe Sylwunia, on już zjadł swojego psa. Che, che… Gdzie Janek?

– Sałatkę robi.

– Oooo. To pszepraszam.

Janek: Kasza, zamknij się w końcu albo siadasz albo…

– Janek, nie denerwuj się rybkę ci przyniosłem. Wyjdziesz ze mną na piwko?

Janek: – Jak zjem.

– Nie jedz biedaku i tak za gruby jesteś…

Janek: – Nie, nie mogę już go słuchać, muszę go wyprowadzić.

Na twarzy Kaszy pojawiła się uśmiech dziecka.

– To co, Sylwunia póścisz Janeczka?

– Tak, ale macie nie śmierdzieć fajami.

– Kochanie my na szachy idziemy. Jest taki kawał: przychodzi pijany mąż, a żona do niego: – gdzie byłeś? – Na szachach – to dlaczego śmierdzisz wódką? – A co, szachami mam…

– Sp*******ć oboje!

Dorsz był wyśmienity. Zadziwiające, że najlepsze rzeczy mamy za darmo. No, prawie za darmo. Na kiełbasę już się nie załapałam. Janek był pierwszy.

 

 

 

 

 

 

Że też nie wpadłam wcześniej na to proste słowo. Dziwne – i  oto chodzi

Rozmawiałam wczoraj z Piotrkiem. Potrzebne mi było słowo, tytułowe, takie żeby zamknęło w sobie wszystkie myśli, te – o które mi chodzi.

– O czym ty właściwie tam piszesz? Zapytał.

– O życiu… O tym jak je widzę, o wszystkim co lubię i o tym co zauważam czego inni nie dostrzegają. Mam w tytule LIFE – ale to za wiele, zbyt ogólnie. Muszę zawężać do niszowości.

Piotrek: –  Tak jak ja zawężam do niszowych gier i niszowej muzyki?

– Tak. Ale jednocześnie otwierając się na nowe i wyjątkowe, niezwykłe, obce, inne… Może być nawet z dreszczykiem, jak ta twoja gra…

Piotrek: – Five Nights at Freddy’s

– Właśnie.

Piotrek: – Strange. „LIFE is STRANGE”. Chyba w coś takiego grałem. Dobrze brzmi.

– Tak!  The Doors! „People are strange” i „Strange days”… Yes! Znowu mi pomogłeś. Włącza się synestezja słowa współbrzmią z muzyką i z barwą głosu czasem z kolorem i zapachem… Już zmieniam czołówkę.

Piotrek:-  Mam niezwykły umysł.

– Jak mogłabym zapomnieć…

 

 

 

 

 

mor16

Mam wrażenie, że Morrissey jest inny

Steven Patrick Morrissey z pewnością jest inny. Obdarzony nieprzeciętnym głosem i czymś – czego w zasadzie nie da się określić – ale to coś przyciąga tłumy wielbicieli.

Wiele lat trwała debata na temat jego orientacji seksualnej. Sam artysta komplikował taką ją wysyłając sprzeczne komunikaty. Nazywał siebie „prorokiem czwartej płci”, „znudzonym zarówno mężczyznami, jak i kobietami”. Lubi prowokować.

Wokalista słynie z ciętego języka i wyrażania swoich poglądów na temat celebrytów i polityków. Od kilkunastu lat jest zdeklarowanym wegetarianinem, aktywnie walczy o prawa zwierząt w międzynarodowej organizacji PETA, która w 2005 roku uhonorowała go specjalną nagrodą, w podziękowaniu za udzielone jej długoletnie wsparcie.

Steven Patrick Morrissey ur. 22 maja 1959 roku w Manchesterze, brytyjski wokalista, lider i autor tekstów zespołu The Smiths.

Zespół odniósł wielki sukces, ale w roku 1987 rozpadł się, a Morrissey rozpoczął karierę solową, w czasie której dziesięciokrotnie trafił do Top Ten UK Singles Chart…

Jego pierwszy solowy album wszedł w 1988 roku na pierwsze miejsce UK Albums Chart. Powszechnie uważany za prekursora muzyki Indie. Magazyn „New Musical Express” uznał Morrisseya za jednego z najbardziej wpływowych artystów w historii…

Morrissey to wirtuoz smutku, przerysowanych gestów, modnych koszul, drażniących zachowań, bezczelnej wyniosłości z głosem, od którego dostaję gęsiej skórki. Na scenie jest królem.

W 2008 roku Rolling Stone umieścił Morrissey’a na liście Stu Najlepszych Wokalistów Wszech Czasów. Ten sam magazyn napisał o nim, że „jego wokal zdefiniował ostatnie 25 lat XX wieku w brytyjskiej muzyce rockowej”.

W 2014 roku media podały wiadomość o jego chorobie. W czasie koncertu we Włoszech Morrissey zasłabł na scenie. Jednak dopiero w wywiadzie z hiszpańską gazetą „EL Mundo” piosenkarz przyznał, że był hospitalizowany w związku z nowotworem. „Cztery razy wycinali mi już tkanki nowotworowe, ale co z tego” – powiedział w swoim stylu Morrissey. „- Jeśli umrę, to umrę. A jeśli nie, to nie. W tej chwili czuję się dobrze…”

Nie znalazłam więcej wzmianek o chorobie Morrisse’a. Znalazłam za to informacje o trasach koncertowych na 2016 rok – co mnie na razie uspokoiło. Czekam na koncert w Polsce. Nie mogę przegapić faceta z kwiatami w dupie.